Lokalizator

52° 51' 20" N   14° 50' 18" E

Dodaj do...

Pszczelnik - Święte miejsce Litwinów w Polsce

wirtualne wycieczki - Pszczelnik - Święte miejsce Litwinów w Polsce Aby trafić w to niezwykłe miejsce trzeba zadać sobie trochę trudu. Z głównej asfaltowej szosy łączącej Myślibórz z Kostrzynem, tuż koło wsi Pszczelnik, musimy nagle skręcić w zwykłą gruntową leśną drogę. Po kilku kilometrach piaszczystego i pełnego korzeni duktu dojedziemy do dziwnej okrągłej polany z nietypowym granitowym pomnikiem. Dla nas jest to zapominane miejsce gdzieś na zachodnim końcu Polski. Dla Litwinów to narodowa świętość i do dziś nierozwiązana zagadka.

Niedługo po tragicznej katastrofie, jeszcze przed II wojną światową, Litwini zdecydowali się wykupić miejsce wypadku na 99 lat! Skrupulatnie razem z Niemcami odmierzyli 314 metrów kwadratowych lasu. Potem, na koło o średnicy 10 metrów, specjalnym transportem przywieźli spod Wilna 45 ton najdroższego granitu. By wybudować pomnik potrzebowali jeszcze 9 ton cementu, 60 wozów żwiru, ponad tonę ołowiu i pół tony żelaza. W miejscu upadku korpusu samolotu postawili potężny podwójny litewski krzyż strzelców. Tuż obok, tam gdzie doczołgał się śmiertelnie ranny Stepas Darius ulokowali kapliczkę. Gotowy pomnik odsłonięto dokładnie trzy lata po katastrofie - 17 lipca 1936 roku. Wiadomo, że na uroczystości w lesie było wtedy bardzo dużo ludzi. Delegacja z Litwy, przedstawiciele niemieckich władz oraz oczywiście lotnicy. Potem przez kilka kolejnych lat w miejscu tragedii zawsze leżały świeże kwiaty. Ale styczniu 1945 ostatni opiekunowie pomnika uciekli w obawie przed nadciągającą Armią Czerwoną. A ci, którzy zasiedlili te ziemie, nawet nie wiedzieli jaką tajemnicę skrywa myśliborski las. O nekropoliii koło Pszczelnika na długi czas zapomniano...

Skąd dwóch litewski lotników znalazło się w tym miejscu? Stepas Darius i Stasyas Girenas jako młodzi ludzie wyemigrowali w poszukiwaniu pracy z Litwy do Stanów Zjednoczonych. Wybitnie inteligentny Darius miał trochę więcej szczęścia. Skończył w Ameryce studia, potem zaciągnął się do wojska. W czasie I wojny światowej trafił z armią do Francji, skąd po 1918 roku pojechał na Litwę by w wolnym i niepodległym kraju budować lotnictwo. W randze kapitana lotnictwa wojskowego, w 1927 ponownie wyjechał do USA, gdzie zaczął pracę w lotnictwie cywilnym. Girenas po przybyciu do Stanów Zjednoczonych pracował najpierw jako... drukarz i kierowca taksówki! Potem trafił do armii jako mechanik. W 1919 zapisał się na kurs pilotażu. Interesy szły dobrze i pięć lat później, Girenas razem ze Szwedem Larsenem prowadził już własną szkołę dla lotników. Do pracy przy samolotach nie zniechęcił go nawet poważny wypadek jakiemu uległ w 1925 roku.

Darius i Girenas poznali się pod koniec lat dwudziestych. W 1932 roku wspólnie podjęli decyzję o próbie bicia rekordu, który rozsławiłby imię mało znanej Litwy na całym świecie. Ponieważ w tamtych czasach cały świat pasjonował się lotnictwem, dwaj piloci postanowili podjąć się bardzo ryzykownego przedsięwzięcia jakim był przelot bez lądowania na trasie Nowy Jork - Kowno. W razie powodzenia, lot na dystansie 7100km byłby drugim pod względem długości w historii lotniczych rekordów. Plany dwóch śmiałków wzbudziły wielkie zainteresowanie i równie duże emocje. Wśród litewskich emigrantów przeprowadzono społeczną zbiórkę pieniędzy na zakup samolotu. O lotnikach pisały wszystkie gazety. Darius i Girenas zdecydowali się na zakup samolotu Belanca CH3000 Pacemaker.

Sześciomiejscowa maszyna zastała przed startem poważnie przerobiona. Zamiast foteli wstawiono dodatkowe zbiorniki paliwa. Według niektórych kronikarzy, by zyskać na miejscu zrezygnowano nawet z tak potrzebnej radiostacji. Według innych na przyrządy nawigacyjne po prostu zabrakło pieniędzy! Samolot nazwano Lituanica.

Zgodnie z planem, Darius i Girenas wystartowali z lotniska Beneta w Nowym Jorku 15 lipca 1933 roku, rano o godzinie 6.24. Zaledwie 60 minut wcześniej do innego rekordowego lotu wyruszył z tego samego miejsca supernowoczesną maszyną Amerykanin Willi Post. Tymczasem start Litwinów był bardzo trudny. Wyjątkowo przeciążony samolot do ostatniego metra toczył się po pasie. Eksperci uznali to później za jeden z najbardziej ryzykownych startów w historii lotnictwa... Pozbawieni radia Darius i Girenas zmuszeni byli do zrzucania pisemnych meldunków. Pierwszy worek z relacjami wyrzucili nad Nową Funlandią, drugi wiele godzin później już nad Szkocją! Potem ze względu na silną burzę zrezygnowali z przelotu nad Londynem. Litwini nie wiedzieli, że w tym samym czasie fatalna pogoda zmusiła do lądowania w Berlinie ich konkurenta, Amerykanina Willego Posta. Nieświadomi niebezpieczeństwa po prostu lecieli dalej.

16 lipca około 23.00 ich samolot widziano w okolicach Stargardu Szczecińskiego. Ale burza była już tak silna, że Lituanica zaczęła zawracać. Niemieckie meldunki zarejestrowały jeszcze przelot maszyny nad Barlinkiem. 17 lipca 1933 roku, około 0.36 samolot z Litwinami rozbił się w lesie koło Pszczelnika. Szczątki aparatu i zwłoki pilotów znalazła nad ranem przypadkowa dziewczyna zbierająca jagody.

W Kownie 25 tysięcy ludzi czekało na lotnisku na triumfalny przylot Dariusa i Girenasa. Gdy w końcu ogłoszono informację o tragedii pod Myśliborzem w mieście zapanowała żałoba. Wiele osób niedowierzało, że dwóch tak znakomitych pilotów mogło zwyczajnie zginąć w wypadku. Przelecieli 6411km. Wśród hipotez najczęściej powtarzana była ta, która mówiła o omyłkowym zestrzeleniu maszyny przez niemiecką obronę przeciwlotniczą. Prasa pisała o kulach znalezionych w ciałach i dziwnych dziurach w skrzydłach. Podkreślano, że Niemcy dopuścili Litewskich ekspertów na miejsce katastrofy dopiero po uprzątnięciu niektórych rzeczy. Czyżby coś starano się ukryć?! Co ciekawe, wszystkich szczegółów wypadku nie ustalono do dziś...

Pomnik poświęcony pamięci Stapasa Dariusa i Stasyasa Girenasa odsłonięto koło Pszczelnika 17 lipca 1936 roku. Przez kilka lat opiekowali się nim Litewscy dyplomaci z Berlina. Zapomniany, został zdewastowany po wojnie. Ponownie odrestaurowano go 50 lat po tragedii, w 1983 roku. Niedługo później w okolice przywieziono z Muzeum Budownictwa Ludowego w Rumszyszkach charakterystyczną chatę żmudzką. Dziś jest tu skromna wystawa poświęcona lotnikom. Niedaleko umieszczono granitowy obelisk z opisem katastrofy w czterech językach. Historia Dariusa i Girenasa jest do dziś bardzo żywa na Litwie. W 1983 roku nakręcono o nich film. Prawie w każdym mieście mają swoją ulice lub plac. Ich podobizna zdobi banknot 10-litowy.

źródło: http://www.czejarek.pl/podroze/pdrp11a.php

Panoramy

panoramy - Pszczelnik